Witek Maślanka -
"I na co mnie to było"
"Końcem marca minie rok, od kiedy zapisałem się na fotoprzyrodnicze grupy. Narobiło się przez ten czas. Zostałem wypaczony totalnie...
"Wcześniej pstrykałem sobie zdjęcia i byłem zadowolony - były dla mnie wystarczająco dobre. Ostatnio kupę tych dobrych wylądowało bezpowrotnie w koszu. Ale to mało. Nie dosyć, że przestały mi się podobać moje zdjęcia, to zaczęły mnie jeszcze zachwycać czyjeś koszmarne, nieostre, bałaganiarskie, niekolorowe (itp.) fotki. Jak to możliwe? Świr i tyle za mnie...
I na co mnie to było?
Przez ten rok wydałem ok. 1500 złotych na łączenie z internatem, nie sprzedałem swojej lustrzanki (nastepne1500 zł straty). Nie mówiąc o spalonych hektolitrach paliwa na wyjazdy w plener i pieniądzach na klisze, skany i odbitki.
A straty dla państwa z tytułu nieefektywnie spędzonych godzin w pracy? (ten list tez zresztą nie w domu pisany). Jestem urzędnikiem i często pisze pisma urzędowe a tu grupowa banda
oduczyła mnie pisać polskie znaki. Szef mi pisma poprawia, opitala. .....
I na co mnie to było??
Poznałem masę niezrównoważonych, mających nie równo pod sufitem ludzi, którzy mając władze nad cudzymi umysłami, zrobili ze mnie takiego samego wariata. Np.: wcześniej nigdy nie zdarzyło mi się w niedziele wstać przed 9.00 rano, albo, - teraz nie umiem filmu w telewizorze pooglądać, by nie oceniać jak kadrowane ujęcia i jakie światło.
Nawet mojej żonie coś odbija, - idąc kiedyś ulicą wskazuje mi faceta i mówi, - Patrz, jaki ma statyw.
Więc się poważnie zastanówcie nowi, młodzi grupowicze, czy to wszystko warto i chcecie wpaść w to samo bagno, co ja wpadłem...
I na co mnie to było??? ;-))"
Wybrał Tomek Kiecana
wolf-5 -
"Nasze fotografowanie" (obszerne fragmenty)
Napisałem, że to wszystko zdycha, idzie na łatwiznę. No niech ktoś wreszcie zrobi inaczej,,, Zagłębiamy się w fotografiach na 2 mm,, żadnej głębi, wszystko po łebkach i powierzchownie. Kręcimy się w kółko,, Postęp wyraża się w technice, ale nie w "ideologii".
"Ideologie " kopiujemy niestety,, Brak świeżych pomysłów,, To właśnie mnie boli
Henryk
To ma być zabawa, czy jakiś wyścig szczurów??? Imperatyw ciągłego rozwoju ???
Przecież fotografia to nasze hobby, zabawa, sposób na spędzanie wolnego czasu a nie ciężka praca. Rozwój, owszem, ale nie ma, co popadać w obłęd i paranoję dążenia do nie wiadomo czego. Wyścig w pracy, kariera itd. i po pracy to samo ???
Robię zdjęcia, jakie robię... przeciętne, raz wyjdą lepiej raz gorzej. Wiem, że nie zostanę Sławnym Fotografem, że będę sobie pstrykał ot takie pamiątkowe zdjęcia i że ludzie nie będą kupować albumów z moimi zdjęciami, ani agencje nie będą zabiegać o moje fotki na ekskluzywny kalendarz. Owszem coś tam się trochę uczę, ale nie chcę z tego robić sensu istnienia.
Są tacy, którzy maja talent i z pewnym szczęściem uda im się może zaistnieć w kręgach artystycznych,.... ale to nie będzie zasługa listy dyskusyjnej, tylko ich talentu i ich chęci do rozwoju. Ale przecież wiadomo, że nie wszyscy staną się jak J. Shaw, K. Dunkan, M. Fatali, czy choćby W. Wolkow z rodzimego podwórka. Lista dyskusyjna kuźnią sław fotografii ??? chyba spora przesada...
Wolę pstrykać to, co napotkam na swojej drodze i akurat będę miał ochotę temu czemuś pstryknąć zdjęcie, niż uganiać sie z jakąś "pracą domową"...
wolf-5
Wybrał Tomek Kiecana
Grzesiek Jankowski -
"Dlaczego robimy zdjęcia" (obszerne fragmenty)
....- dlaczego robimy zdjęcia? dlaczego wstajemy rano, szukamy światła i motywu, łazimy po lasach, topimy aparaty w bagnach i strumieniach?
Ja wiem, że samo robienie dostarcza nam ogromnej radości, ale do tego można by nie wyciągać wcale kliszy z aparatu. Więc w sumie myślę, że chcemy coś pokazać.
Jako, że mam swoje (pewnie skrzywione) spojrzenie na tą fundamentalną dla nas sprawę skrobnę parę zdań...
Większość zdjęć, jakie robię, to zdjęcia w otoczeniu mojego miasta. Kocham te miejsca i byłbym chory, gdybym ich nie miał na zdjęciach. Ciężko opisać to, co się dzieje jak wyjdę w teren. Jedno wiem - dla mnie samo miejsce jest ważniejsze od jego zdjęcia.
Jednak robię zdjęcia, bo chcę te miejsca mieć u siebie, chcę się do nich wirtualnie przytulić, jak do ulubionej poduszki i śnić....... A że poduszka nie jest idealna - wystają z niej nitki, gdzieś tam ma plamkę, małą dziurkę a dla innych jest brzydka i niewygodna......? To dla mnie nieważne, bo dzięki niej mam takie sny, że te wszystkie ułomności znikają, nie istnieją...
Gdy zrobię zdjęcie w terenie, adrenalinka spada. Wracam do domu, wrzucam zdjęcia do komputera, przeważnie wszyscy śpią, a ja już jestem w moim olsie, na mojej łące, w moim grabowym lesie...... Mam swoją poduszeczkę... raz lepszą, raz gorszą, ale mam.
Po obejrzeniu zdjęć zapominam o nich... tak jak o poduszce w ciągu dnia... :)), ale one czekają, są, aż w końcu......
Człowiek zauważa, że inni mają super poduszeczki. Wymuskane, artystyczne, dokumentalne. W końcu myślę i ja - może by podzielić się z kimś tą poduszeczką...... wszak w grupie raźniej, cieplej, milej..... Zaczynam walczyć i ja. Łatam dziureczkę poprawną kompozycją, wywabiam plamę dobrym kadrowaniem, piorę poduszeczkę wg. zasad
fotograficznych... Aż w końcu inni też znajdują dzięki niej lepsze, piękniejsze sny...
Jak patrzę dziś na swoje zdjęcia, które kiedyś uważałem za dobre, to chętnie wrzuciłbym je do kosza. Ale nie wrzucam, bo są kolejnym etapem na mojej fotograficznej wędrówce. Etapem, który mam nadzieje mam za sobą. No i zawsze mogę na własne oczy zobaczyć prawdziwego knota, a nie tam jakieś wolfowe dzieła, które ni jak nie przystają do tej nazwy ;))
Pamiętam kilka lat temu, gdy mocno udzielałem sie na pl.rec.foto ktoś pytał, - jaką gazetę fotograficzną kupić by się dokształcić? A jeden mądry fotograf odpisał, - zamiast gazety kup sobie rolkę i idź fotografować.
To będzie najlepsza nauka.
I jest w tym dużo prawdy.
Myślę ze Kasia jest na dobrej drodze. Trafiła w dobre miejsce do dobrych ludzi. Ja widzę po sobie, jak zmienia sie fotograficznie człowiek, który żyje na grupie. Grupa, plenery, szlifują, kształtują. I tak myślę, że będzie i z Kasią i jej zdjęciami, czego jej życzę.
Dziś już nie tylko zapisuje moje miejsca. Dziś dzięki zdjęciom odnajduję w nich piękno. To zdjęcia kierują moją ścieżką po tych miejscach. Gdyby nie fotografowanie, pewnie wielu motywów, klimatów, nastrojów bym nigdy nie znalazł i nie doświadczył. Dzięki temu, że
fotografuję odkrywam to, co ukryte, piękne i ważne...
Wybrał Tomek Kiecana
Pochwała mgieł
... Mgłę fotografowałem przez cały 2004 i 2005 rok non stop. Oczywiście starałem się, by te zdjęcia były coraz lepsze. Lepsze nie oznacza dla mnie, że Mgła ma być bardziej pomarańczowa.:-) Oprócz Mgły jednak coś w kadrze starałem się zawrzeć i na szczęście z reguły świadomie. Dzięki tej Mgle można zrobić dużo więcej ciekawych zdjęć ze względu na światło, podzielenie planów i ze względu na .... cienie. Uwielbiam cienie we Mgle.
To właśnie dzięki niej dzieje się tyle ciekawych rzeczy, które powodują, że serce mocniej uderzy, że warto nacisnąć spust migawki. To dzięki niej warto wstawać o 4.00 rano i później nosić powieki na zapałkach. Gdy nad łąkami podnosi się Mgła gaśnie świat szarości, świat brudu i codziennej przeciętności a rodzi się barwny świat magii poranka. Takie czary mary wśród drzew. Wraz z oparami unosi się zapach ziół, kwiatów przeróżnych i wspaniale jest to wdychać. Są takie dni gdzie przyroda odsłania swe nowe oblicze. Niby to samo miejsce a jednak inne, - zakłada nową sukienkę. Zasłoni, co ma zakryć, odsłoni, co chce pokazać i to jest w niej piękne. Dlatego lubię Mgłę, lubię w niej być, nią oddychać, lubię wytarzać się w rosie, którą po sobie zostawi. Czasem Mgła stworzy mi takie krajobrazy, których już nigdy nie zobaczę i nikt inny nie zobaczy. One są tylko dla mnie, tylko na chwilę, na moment.
Czasami namiastkę tego co widzę naświetlę na slajdzie. Naświetlę, bo lubię, bo sprawia mi to przyjemność. I nawet wtedy, jak już nikt na takie zdjęcia nie będzie mógł patrzyć, to będę nadal je robił. Bo lubię Mgłę. ;-)))
Karol Woźniakowski (Gerczak)
Fotografowanie mglistych krajobrazów jest dla mnie odtrutka... odtrutką od codzienności, zwyczajności i monotonii. Mgła jest dla mnie prawie mistycznym zjawiskiem... czymś nie z tej ziemi. Uwielbiam przebywać we mgle. Mam wrażenie, że we mgle jestem bezpiecznie ukryty przed troskami świata. Zamknięty w świadku gdzie nie ma wstępu codzienność, a jest jedynie czas na kontemplowanie pięknych obrazów... Uroda mgieł bardzo mi imponuje, imponuje mi także to, jak potrafią wpływać na krajobraz, komponować go, wydobywać z niego to, co najlepsze, odkrywając bądź przykrywając kolejne plany w kadrze.
Nie wiem czy już o tym powyżej nie wspomniałem, ale bardzo lubię mgłę... ;-)
Piotr Pyziołek (Pyzik)
Po prostu lubię rankiem pożeglować trochę po oceanie mgły,
odkrywać wyspy - nieznane, samotne, ciche...
Po prostu lubię patrzeć jak wynurzają się z mlecznych fal,
by choć na chwilę zaczerpnąć promieni słońca, jak tlenu.
A potem giną bezpowrotnie zatopione w oceanie mgły
i już nigdy się nie wynurzą, nigdy takie same...
A gdy słońce wstanie wysoko, ocean znika.
Zostają tylko nagie drzewa, mokra ziemia,
wspomnienie wysp, do których nigdy nie dopłynę.
Michał Zając (babinicz)
Wybrał Tomek Kiecana
Mój (pierwszy) plener w Suścu... refleksja
Napisałam coś o tym początkowo nie myśląc wysyłać "na grupę"; uważałam, że zbyt osobiste - pokazałam Tomkowi - mówił: wyślij - no, niech będzie, temat wszystkich jakoś obejmuje...
Napisał Tomek "żeśmy mimo tak wielu uczestników (59), stworzyli atmosferę jednej pięknej rodziny". I tak sobie myślę jak to jest, że z gromady ludzi nieznanych zupełnie (no, prawie zupełnie) tworzy się krąg, który odbiera się jako, w jakiś sposób, bliski - jakbyś zamiast szerokiego kąta założył teleobiektyw... albo pojechał zoomem na maks...
Dotychczas nie dzieliłam z nikim tych chwil, kiedy łaziłam z aparatem kombinując jak pstryknąć, co mi się podobało (to że mi guzik wychodził, i nadal zapewne wyjdzie, nie ma tu nic do rzeczy...) - obecność przypadkowych, czy nawet skądinąd bliskich, ale nie mających z tym nic wspólnego osób, była w tym nieistotna (chyba, że przeszkadzała.).
Te chwile to coś bardzo osobistego, intymnego, właściwie - dziwnie się czułam mając w tym towarzystwo - a potem, kiedy rozpełźliśmy się naokoło szumów i pogrążyłam się w polowaniu na jakiś korzeń - byłam właściwie sama w tym kącie, ale jednocześnie nie - bo inni byli w pobliżu - i robili to samo, czyli polowali na swoje obrazki z tego zakątka. To było zupełnie nowe. Zawrót głowy, nie potrzeba wściekłych psów... Przenikające wrażenie, obecne odkąd poznałam FP, a spotęgowane teraz na plenerze - jakoś tak człowiekowi w duszy gra i śpiewa, a ta radość przenika wszystko, co się robi - radość że coś takiego jest. I jeszcze, że można się w tym patrzeniu z obiektywem pogrążyć zapominając na chwilę o wszystkim - tak chyba było ostatnio kiedy człowiek w przedszkolu lepił z plasteliny... (psiakość... zebrało się babci na prehistorię...)
No. Starczy. Bożena mówiła o nitce łączącej nas wszystkich tam w Suścu. Coś jest na rzeczy. Beata powiedziała, kiedy rozmawiałyśmy wcześniej o plenerach: "wszyscy jakoś nadają na jednej długości fali" (widać, że fizyk...). I choć wiemy o sobie już nieco więcej, chociaż nadal niewiele - choć każdy przeżywa to po swojemu, to przecież to podzielane doświadczenie łączy w szczególny sposób.
Kasia - 6.11.2005
Wybrała Jola Lipska